Kłopot z Fellinim

kłopot z fellinim

Chcemy zrobić wybitny film. Szukamy recepty takiego środka, który przemieni nas w artystów.
Kłopot z Fellinim polega na tym, że twórca ten nie daje recept. Patrząc na formę jego filmów, na rozwiązania estetyczne – można powiedzieć: banał.
Kiedy patrzę na inscenizację w jego filmach, przypomina mi się manieryzm, to wszystko, co wykipiało w renesansie i wtopiło się w barok. Fellini jest tak „bezwstydny”, że z filmu na film powtarza wręcz te same ujęcia i nie jest to cytowanie „pereł”, lecz własnych schematów.

Chcemy zrobić wybitny film. Szukamy recepty takiego środka, który przemieni nas w artystów.
Kłopot z Fellinim polega na tym, że twórca ten nie daje recept. Patrząc na formę jego filmów, na rozwiązania estetyczne – można powiedzieć: banał.
Kiedy patrzę na inscenizację w jego filmach, przypomina mi się manieryzm, to wszystko, co wykipiało w renesansie i wtopiło się w barok. Fellini jest tak „bezwstydny”, że z filmu na film powtarza wręcz te same ujęcia i nie jest to cytowanie „pereł”, lecz własnych schematów.
Przysłowie łacińskie mówi, że czasem i stary Homer zasypia. Zastanówmy się, dlaczego Homer zasnął?
Oczywiście dla filmowców jest to jedno z trudniejszych zadań, bo właśnie my jesteśmy uwolnieni od ciężaru tradycji sztuki, to my wyrwaliśmy się na ulice, na jarmarki (..)
(…)Żaden z utworów Felliniego nie wytrzymuje próby czasu w kategorii kanonów estetycznych. Tynk odpada od tych filmów, a jednak -jest w nich cos nieśmiertelnego. Co to jest?
Jego banalne opowieści tym właśnie różnią się od tysięcy innych banalnych opowieści, że cokolwiek powie, zawsze okazuje się, że opowiedział mit.

Autor, w esejach poświęconych kolejnym filmom Federico Felliniego od Białego szejka po Głos księżyca, podejmuje próbę przedstawienia dzieła Mistrza.
Forma tekstów dopuszcza czytelnika do intymności, proponując mu jednocześnie miejsce aktywnego uczestnika rozmowy. Pytania, jakie autor stawia, dalece wykraczają poza potoczność filmowych interpretacji.

książka posiada 311 stron
Zamów książkę

Fragmenty książki:

Film La Strada korzysta z inspiracji dwóch fal. Tego realizmu, który tworzy Rossellini i tego realizmu, jaki tworzyli John Ford i John Huston. Jest próbą adaptowania panujących tendencji łącznie z zaangażowaniem aktora – ba, nawet miny Gelsominy zostały importowane, zapożyczone u Chaplina, podpatrzone w komedii amerykańskiej.

Nie ośmielił bym się na serio badać konstrukcji jakiegokolwiek utworu Felliniego. Jego filmy mogą być słabe, bo są genialne.

Dramat artysty polega na tym, że wyrzuca nie tylko złe rzeczy, tak jak to pokazał Fellini w Osiem i pół, ale że musimy wyrzucać także rzeczy dobre. A więc? Czy istota filmu polega na tym żeby w nim były wyłącznie rzeczy dobre? Wcale nie, jeśli film ma regułę wyższą ponad fabułę, ponad perypetie.


Przysłowie łacińskie mówi, że czasem i stary Homer zasypia. Zastanówmy się, dlaczego Homer zasnął?
Oczywiście dla filmowców jest to jedno z trudniejszych zadań, bo właśnie my jesteśmy uwolnieni od ciężaru tradycji sztuki, to my wyrwaliśmy się na ulice, na jarmarki (..)
(…)Żaden z utworów Felliniego nie wytrzymuje próby czasu w kategorii kanonów estetycznych. Tynk odpada od tych filmów, a jednak -jest w nich cos nieśmiertelnego. Co to jest?
Jego banalne opowieści tym właśnie różnią się od tysięcy innych banalnych opowieści, że cokolwiek powie, zawsze okazuje się, że opowiedział mit.

Autor, w esejach poświęconych kolejnym filmom Federico Felliniego od Białego szejka po Głos księżyca, podejmuje próbę przedstawienia dzieła Mistrza.
Forma tekstów dopuszcza czytelnika do intymności, proponując mu jednocześnie miejsce aktywnego uczestnika rozmowy. Pytania, jakie autor stawia, dalece wykraczają poza potoczność filmowych interpretacji.

książka posiada 311 stron
Zamów książkę

Fragmenty książki:

Film La Strada korzysta z inspiracji dwóch fal. Tego realizmu, który tworzy Rossellini i tego realizmu, jaki tworzyli John Ford i John Huston. Jest próbą adaptowania panujących tendencji łącznie z zaangażowaniem aktora – ba, nawet miny Gelsominy zostały importowane, zapożyczone u Chaplina, podpatrzone w komedii amerykańskiej.

Nie ośmielił bym się na serio badać konstrukcji jakiegokolwiek utworu Felliniego. Jego filmy mogą być słabe, bo są genialne.

Dramat artysty polega na tym, że wyrzuca nie tylko złe rzeczy, tak jak to pokazał Fellini w Osiem i pół, ale że musimy wyrzucać także rzeczy dobre. A więc? Czy istota filmu polega na tym żeby w nim były wyłącznie rzeczy dobre? Wcale nie, jeśli film ma regułę wyższą ponad fabułę, ponad perypetie.