Różyczka

różyczka

Wstęp piszę dla tych, którzy jeszcze nie widzieli filmu „Obywatel Kane” i dla tych, którzy go przypadkowo widzieli – a teraz chcą się dowiedzieć po co czytać tę książkę, a także po co została napisana.

Film „Obywatel Kane” wpływa na rozwój kinematografii wczorajszej, dzisiejszej, przyszłej. Ponieważ takie zdanie czyta się jak szalbierstwo, albo jak grom z jasnego nieba – cała reszta słów, jakie mogą się jeszcze po nim pojawić na papierze jest już podporządkowana tylko jednemu celowi: udowodnić a nawet uzmysłowić, że to możliwe i prawdziwe.
Dlatego wszystkie napisane słowa zostały uporządkowane w analizy różnych elementów tego filmu.

Napisane rozdziały mają dać odczuć sens pobytu „Obywatela Kane’a” w sztuce filmowej.
Poczujemy się bliżsi sobie, jeśli zechcecie doczytać analizę do końca i szukać tego filmu po świecie.
Bądźmy jak Dżamble E.Leara, którzy swoją zawadiacką grą z losem zdają się wyrażać tajemnicę zarzucania kotwicy na głębokim oceanie: „Można analizować i dedukować środki artystyczne, ale nie samo dzieło”.
Wbrew nadziei, jaką daje wstęp, ta książka nie jest dla tych, którzy filmu nie widzieli i nie chcą zobaczyć.

We współpracy z Wydawnictwem PWSFTviT powstało drugie wydanie książki wraz z filmem na płycie DVD.

Fragment książki:

Wszyscy wiemy, że przyjęcie w wielkim świecie, pałace, wielkie firmy, bankiety jubileuszowe dla prasy, kordialna atmosfera niby to jawnej i niby to spontanicznej przyjaźni – są w istocie przerażające. „Obywatel Kane” to pierwszy film jakoś świadomy tej prawdy…

W biografii Orsona Wellesa intryguje fakt, że On jest epoką i jednocześnie walczy ze swoją epoką – jakby się za późno urodził, jakby się za wcześnie urodził.
Kane musiał posługiwać się swoim mózgiem jako zawodnym narzędziem. Owa konieczność popadania mózgu w błędy zostaje symbolicznie uzmysłowiona przeżywaniem całej opowieści – jako labiryntu złudzeń osobistych.

Najsławniejszy reżyser, najsilniejszego kraju, opowiadając o najbogatszym z Amerykanów wyznaje chrypiącym szeptem: wszystko marność (..) – sentymentalna spowiedź, sięgająca po brutalne metody brukowej reklamy (…) Obywatel Kane to eliptyczna opowieść o całym życiu nagle wzbogaconego dziecka, które staje się później najpotężniejszą osobistością kontynentu; robiona tak, że narrator po narratorze – ta sztafeta nieświadoma mety – budują fragment wspomnień, jak sklepienie: wreszcie zamyka się to, w osobliwą kulę, bo pustą jak „wydmuszka” a więc wypróżnioną z czegoś najistotniejszego skorupką jajka.

W latach powojennych odbiór tego filmu w Europie miał fenomenalny, fantasmagoryczny przebieg. „Puszka Pandory” została otwarta… Europa w tym czasie jako formacja umysłowa nie mogła odnaleźć się z własnymi arcydziełami, które mogłyby być manifestacją artystycznej refleksji.

Prawda przychodzi naga na świat, dlatego jest ubierana w symbole i obrazy, i w inny sposób nie może się na świecie znaleźć, nie może być odnaleziona.

Opóźniaj wybuch uczuć. Zaciemniaj sens. To rada dla sztuki.
„Zawdzięczam ten film swojej ignorancji. Jeśli słowo to wydaje się wam nieodpowiednie, zastąpcie je niewinnością” – powiedział sam Welles o „Obywatelu Kane”

Słynne długie, za długie ujęcia! Otóż jakiekolwiek przedłużenie czegoś, co powinno trwać akurat „tyle” jest zaburzeniem porządku realności odczuwania linearnego czasu, i dlatego w tym momencie zaczyna się mieszać z realizmem – „substancja nierealistyczna” (…) Im dłużej trwa takie ujęcie, tym bardziej jest „zabarwione” przez ową substancję. (…) Jest to jedna z tajemnic kina

Zbliżenie do realizmu filmowego uzyskujemy wcale nie poprzez myślenie racjonalne, lecz przy pomocy myślenia irracjonalnego.

W życiu codziennym nie spostrzegamy samych rzeczy, tylko ich wibracje. To one wpływają na naszą świadomość. A czym jest obraz filmowy, jak nie ciągiem wibracji.